[Muzyka] Odlotowy piątek: Garbage, Chase & Status feat. Emeli Sandé, Jimi Charles Moody, Billy Raffoul

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

simon-noh-304784 (Small)Garbage „No Horses”

Nowy utwór Garbage pojawił się w sieci dosłownie przed chwilą i jak na razie chyba tylko w streamingu. „No Horses” to dla mnie totalne brzmieniowe zaskoczenie, stanowiące prezent dla każdego zagorzałego fana. Throwback Friday do roku 1995, mroczny beat, ciężkie gitary, wszystko jest tak, jak być powinno. „Apokalipsa nadeszła”, zawodzi Shirley Manson, jak zwykle gdzieś w tle, zmiksowana z resztą instrumentalu. Na takie Garbage czekałem od czasu ich powrotu, który choć całkiem niezły, nie miał właśnie tego – absolutnie unikalnego klimatu, który uczynił z zespołu ikonę alternatywnych brzmień. „No Horses” najprawdopodobniej zapowiada nowy album. Nie będzie chyba żadnej niespodzianki, jeśli napiszę, że nie mogę się doczekać.

 

 

 

 

Chase & Status „Love Me More” feat. Emeli Sandé

Emeli Sandé chyba najlepiej czuje się w takich właśnie, massive-attackowych klimatach, rodem z „Unfinished Sympathy”. Od czasu jej pamiętnego, debiutanckiego „Heaven” wypatrywałem podobnego utworu, no i właśnie Chase & Status postanowili wykorzystać potencjał. Jest dramatycznie, orkiestra szaleje w tle, a znany aż za dobrze automat perkusyjny tworzy ten niezapomniany klimat początku lat 90tych. Chyba jednak jest to trochę za mało, aby złapać słuchaczy za gardło. Nostalgia i sentymenty tym razem mogą niestety nie wystarczyć. Plus za brzmienie, ale brakuje „Love Me More” czegoś naprawdę chwytliwego.

 

 

 

 
Jimi Charles Moody „Shame”

Jimi już chyba drugi rok wydaje single, a ja w dalszym ciągu czekam na album. Ten utalentowany chłopak, ukrywający swój wizerunek pod maską z bandaży najwyraźniej osiągnął zamierzony cel, skupiając uwagę słuchaczy na swoim niezwykłym wokalu, zamiast na tym, jak bardzo jest fotogeniczny. „Shame” to piękna, zwiewna melodia i soulowo-bluesowe brzmienie, które stanowi urocze tło dla jego niskiego głosu, pełnego smutku, nawet w tak podniosłym i, wydawać by się mogło, lekkim kawałku. Dodam tylko, że moja cierpliwość jest cała w strzępach jeżeli chodzi o ten niewydany album, który, po takim czasie, najzwyczajniej w świecie mi się należy.

 

 

 

 

BONUS:

 

Billy Raffoul „Dark Four Door”

Co za głos! Ten dwudziestoparolatek, z dwoma singlami na koncie, powróci tu jeszcze kiedyś, jestem o tym przekonany. Takiego wokalu łatwo się nie zapomina, więc wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że karierę ma szansę zrobić. Trzymam za niego kciuki.

 

 

 

 
Photo: Simon Noh / unsplash

4 comments on “[Muzyka] Odlotowy piątek: Garbage, Chase & Status feat. Emeli Sandé, Jimi Charles Moody, Billy Raffoul

  1. Udało mi się znaleźć teaser „Love Me More” na YT i brzmi zachęcająco.
    Szkoda, że nie ma „Shame”, ale przesłuchałam sobie kilka innych piosenek Moody’ego i podobają mi się.
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. :)

  2. Jak tą Emeli znalazłeś? :D Lubię ją a nie miałam nawet pojęcia, że taka kolaboracja jest planowana. A tu już można jej posłuchać. Podkład znacznie ciekawszy niż wokale, choć jak zawsze Emeli brzmi nienagannie.

    Nowa recenzja na http://the-rockferry.blog.onet.pl/

  3. Wow, Billy Raffoul zrobił na mnie spore wrażenie. Ma świetny głos! No i bardzo spodobało mi się „Shame”. (:

    Zapraszam na nowy wpis – goodsoundsvibes.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

  4. Garbage to taki zespół zagadka dla mnie… słyszało się o nim to i owo, ale nigdy nie miało okazji poznać, a czuję, że byśmy się polubili. „No Horses” brzmi dobrze, niepokojąco, ale ja trochę bym podkręcił ten numer. Niepotrzebnie zwalnia na końcu, chce się, by eksplodował…

    Chase & Status feat. Emeli Sande – WOW, musiałem odświeżyć stronę, bo myślałem, że mi się coś źle wczytało :D brytyjska dama nagrała coś z takimi łobuzami. Zapowiadało się jednak lepiej, niż jest. Co prawda podobnie jak Ty, czekałem na drugie „Heaven” i poniekąd je dostałem, ale liczyłem na większy pazur…

    Jimi Charles Moody – fajne, słychać w tym klasę, stylowy numer, ale nie ma niczego takiego, co by mnie porwało. Zdziwię się, jeśli zapamiętam ten kawałek…

    Billy Raffoul – wróżę mu karierę na miarę Jamesa Baya, Tyle w temacie.

    https://tojestlista.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *